Tajemnica Mszy św. (4)

Drodzy Wierni!

Kończmy nasze rozważania o duchowym uczestnictwie we Mszy św. Do tej pory spinaliśmy się jakby do góry aż doszliśmy do szczytu tego wielkiego misterium – do konsekracji chleba i wina i podniesienia Ciała i Krwi Pańskiej. Teraz możemy zstępować na dół, do swego codziennego życia, przemieniając to życie tajemnicą Ofiary Pańskiej.

Słowa kapłańskie chleb przemieniły w Ciało Pańskie, wino w jego Krew Najdroższą. Z największą czcią lud wierny, upadłszy na kolana, oddał cześć swojemu Bogu, ukrytemu w Najśw. Sakramencie.

Pewien wieśniak żalił się swojemu proboszczowi w następujący sposób: „Wielebny księże, o jakże chętnie brałbym udział w nabożeństwach pierwszo-piątkowych, kiedy to Pana Jezusa wystawionego w Najśw. Sakramencie adorować można w złocistej monstrancji. Niestety praca mnie na to nie pozwala, zaledwie w niedziele i święta znajdę czas, by pospieszyć na Mszę św.”. ,,Drogi bracie – odpowiedział kapłan, – niesłuszny twój żal. Zapominasz o jednym, że i w każdej Mszy św. od chwili konsekracji aż do Komunii św. masz obecnego Pana Jezusa na ołtarzu. Wprawdzie nie jest on wystawiony w złocistej monstrancji, ale rzeczywiście jest obecny na korporale, leży jako Baranek Boży, który przyszedł na słowa kapłańskie na ołtarz, by ofiarować się za nasze grzechy”.

Tak, chwile od konsekracji do Komunii św., to chwile adoracji Najśw. Sakramentu, chwile audiencji u naszego Boga. Czyż dostatecznie z niej korzystamy? Cóż to czyni żebrak wobec bogacza, chory wobec lekarza? Żebrak prosi o jałmużnę, chory prosi o pomoc lekarską. Cóż uczynimy wobec Jezusa, obecnego na naszych ołtarzach? Adorujmy go, przedkładajmy wszystkie nasze troski, to audiencja u króla wszechpotężnego, który mocny jest wysłuchać wszystkie nasze prośby.

Mając Jezusa na ołtarzu, Kościół św. przez usta kapłana wstawia się po konsekracji za tymi, „którzy nas uprzedzili ze znamieniem wiary i spoczywają snem pokoju”. Na tym memento za zmarłych i my westchnijmy za swoich drogich zmarłych, za ojca, matkę, ukochane dzieci, krewnych i znajomych, za dobroczyńców i kapłanów. Wiedzmy, że modlitwa podczas Mszy św. jest Bogu cenniejsza i milsza, aniżeli nasza modlitwa prywatna, pożyteczniejsza i dla dusz zmarłych, bo wsparta zasługą Chrystusową i powagą modlitewnych słów Kościoła św.

Skończywszy modlitwy za zmarłych, celebrans uderza się raz w piersi, prosząc Boga, by raczył i nam grzesznym dać kiedyś uczestnictwo z jego Świętymi w niebie. Po tej modlitwie odzywa się znów dzwonek ministranta, obwieszczający nam, że kończy się druga część Mszy św.: konsekracja, a rozpoczyna się trzecia część: Komunia św. Kończy się Kanon Mszy św. przez tzw. małe podniesienie, podczas którego kapłan podnosi kielich i Hostię św., mówiąc te słowa: „Przez niego i z nim i w nim jest tobie, Bogu Ojcu wszechmogącemu, w jedności Ducha Św., wszelka cześć i chwała”.

Część trzecią Mszy św. Kościół rozpoczyna najcenniejszą a zarazem i najpiękniejszą swą modlitwą: modlitwą Pańską: ,,Ojcze nasz”. Z zazdrością patrzyli uczniowie na Pana Jezusa, pogrążonego w długich nieraz modlitwach. Jak mówi nam Ewangelista, nieraz Mistrz spędzał całą noc na modlitwie. „Naucz nas modlić się”: z tą prośbą zwrócili się pewnego razu uczniowie do Zbawiciela. I wtedy rzekł im Pan Jezus: „Gdy się modlicie, mówcie: Ojcze nasz, któryś jest w niebie”.

„Ojcze nasz” – czyż to nie zbyt poufale? Któż to i do kogo się odzywa? Do Boga, Pana Wszechrzeczy, Stwórcy nieba i ziemi – odzywa się stworzenie nędzne, grzeszne. A jednak tytuł „ojcze” widocznie Bogu jest najmilszy, jeżeli Pan Jezus właśnie tym słowem nakazuje nam zwracać się do Boga: „Zbawiennym rozkazem upomnieni – jak brzmi modlitwa mszalna – i Boską nauką pouczeni, ośmielamy się mówić: Ojcze nasz...”.

„Święć się Imię twoje” – to pierwsza nasza prośba. Pierwszorzędnym celem człowieka jest, by chwalił swego Stwórcę. Katechizm odpowiada nam na pytanie: Na co żyjemy na świecie?: Na to żyjemy, żebyśmy Boga poznali, miłowali, wiernie mu służyli i przez to dostali się do nieba. Chwałę śpiewali Aniołowie Boskiemu Dzieciątku przy narodzeniu, chwałę wyśpiewuje cała przyroda, chwałę szerzyć ma człowiek, który jest koroną całego stworzenia, który przez cudowną władzę rozumu i woli stworzony jest na podobieństwo Boga. „Święć się Imię twoje” powtarzamy więc z czcią i pokorą. Im głośniej szaleje bezbożnictwo, które chce wymazać Imię twoje święte z dziejów świata, tym głośniej my, słudzy twoi, chcemy szerzyć twoją chwałę, Boże, tym żarliwiej powtarzać będziemy „Święć się Imię twoje”.

„Przyjdź Królestwo twoje” – to druga prośba. O jakie prosimy królestwo? Czy o królestwo ziemskie, o którym marzyli np. Izraelici? Nie, prosimy Ojca niebieskiego, by zapanowało na ziemi królestwo jego łask, jego Kościół św. „Przyjdź Królestwo twoje – tak błagamy – do tych dusz, które dotąd nie są objęte twoim błogim panowaniem!” Zaledwie jedna piąta dusz wyznaje cię w jedynie prawdziwym Kościele, cztery piąte ludzkości jeszcze nie należy do owczarni Kościoła katolickiego. „Przyjdź Królestwo twoje” do dusz, które choć należą do Kościoła twojego, lecz przez grzech oddalili się od niego, stali się tylko suchymi gałęziami, martwymi członkami twego Kościoła.

„Bądź wola twoja jako w niebie tak i na ziemi”. W niebie Aniołowie i Święci Pańscy w sposób doskonały spełniają we wszystkim najświętszą wolę Ojca niebieskiego. Oby było tak samo na ziemi! Wyobraźmy sobie, jakże szczęśliwa byłaby parafia, miasto, kraj, gdyby w nim wszyscy bez wyjątku spełniali we wszystkim wolę Bożą. Nie byłoby wówczas grzechu, występku, gniewu, zawiści, kradzieży i t. p. Czyżby świat nie stał się już przedsionkiem nieba, rajem na ziemi? O to błagamy w trzeciej prośbie modlitwy Pańskiej, by coraz mniej było przestępstw, a coraz więcej szacunku dla świętej woli naszego Stwórcy i Boga.

„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. W trzech pierwszych prośbach mieliśmy na względzie Boga, dalsze prośby zniżają się do naszych codziennych spraw. Pierwsza prośba o chleb powszedni. Nie tylko o chleb prosimy, ale o wszystkie rzeczy doczesne, które nam są potrzebne do życia ziemskiego. Przede wszystkim więc błagamy o chleb powszedni dla siebie, o chleb dla głodnych dzieci wielkich rzesz biednych – prosimy, wysłuchaj nas Ojcze! Ty, który troszczysz się o ptaki niebieskie, lilie polne, a nawet o trawę, która dziś jest, a jutro w ogień bywa wrzucona, czyż miałbyś zapomnieć o nas, o swoich dzieciach!

Mniej byłoby rozpaczy, mniej samobójstw, gdyby w chwilach, kiedy ciemna noc niedostatku gasi ostatnie światło nadziei w duszy, chrześcijanin spieszył do kościoła na Mszę św. i z kapłanem gorąco powtarzał: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Przecież ten sam Pan Jezus powiedział: „Proście, a otrzymacie, kołaczcie, a będzie wam otworzono”.

„I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. O ileż to razy już Bóg najmiłosierniejszy odpuścił nam nasze winy, ile to razy uszczęśliwieni i uspokojeni odchodziliśmy od kratek konfesjonału! A czyż podobnie skorzy jesteśmy do przebaczenia, kiedy nas obrażono, choćby w rzeczy drobnej? Wiedzmy, że Bóg odpuszcza nam winy, lecz pod jednym warunkiem: codziennie, dla lepszego zapamiętania, kazał nam to powtarzać w modlitwie Pańskiej: „jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Nie przebaczysz, i Bóg nie przebaczy. Precz więc z gniewem z serc uczniów Chrystusowych, których najwybitniejszą cechą, odróżniającą ich od pogan jest miłość chrześcijańska: „Po tym poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jeden ku drugiemu”.

,,I nie wódź nas na pokuszenie”. Chroń nas, Ojcze niebieski, od takich pokus, które by nas doprowadziły do upadku, a jeżeli dopuszczasz na nas pokusy, daj pomoc i łaskę do ich przezwyciężenia. Oto treść tej prośby.

Ostatnią prośbę wypowiada ministrant w imieniu zebranego ludu: „Ale nas zbaw ode złego”, tzn. zbaw ode złego ducha, od każdego grzechu, od wszelkiego złego, które zagraża duszy i ciału. Kapłan odpowiada „Amen”: tak niech się stanie, niech Bóg przyjmie i wysłucha wasze błagania.

Opowiadają o św. Elżbiecie, że często ze swego pałacu szła do studni, oddalonej o godzinę drogi. Zdarzało się, że przez ten czas zdążyła odmówić zaledwie jedno „Ojcze nasz”, z takim skupieniem odmawiała tę modlitwę, tyle w niej znajdywała głębokich myśli do rozważania. I my z większym skupieniem odmawiajmy tę modlitwę, ułożoną przez samego Pana Jezusa. Kiedy podczas „Pater noster” kapłan podnosi swe ręce, podnieśmy nasze myśli ku naszemu najlepszemu Ojcu w niebiesiech. Odmawiajmy ją powoli, zastanawiając się nad znaczeniem, poszczególnych słów modlitwy, wlewając w nie nasze osobiste i Kościoła prośby.

Przebrzmiały ostatnie słowa modlitwy Pańskiej. „Wybaw nas ode złego”. Do tych słów nawiązuje kapłan dalszy tok swoich modlitw. „Wybaw nas, prosimy cię, Panie, od wszelkich nieszczęść, przeszłych, teraźniejszych t przyszłych”... i racz nam udzielić pokoju, pokoju, którego świat dać nie może. I jakby odpowiedzią z nieba są słowa kapłana: „Pax domini sit semper vobiscum” – „Pokój Pana niech będzie zawsze z wami”.

Ośmielony tymi słowy, celebrans schylony uderza się trzykrotnie w piersi na Agnus Dei i błaga: „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami – udziel nam pokoju!”. Jak krew baranka, którą na zlecenie Boga Izrael pomazał progi domostw swoich, i w ten sposób uniknął kary Bożej, która spadła na naród egipski, tak Krew Baranka Bożego, wylana na drzewie krzyża nas chrześcijan uchroni od kary wiekuistej, skoro nie zmarnujemy owoców jego Męki, tak szczodrze rozdanych podczas ofiary Mszy św., skoro w Sakramentach św. oczyścimy nasze dusze Krwią Barankową. „Drogą krwią jako Baranka... jesteście wykupieni”.

W dalszym ciągu Ofiary Mszy św. następują trzy krótkie modlitwy, które kapłana przygotują bezpośrednio do Komunii św. W pierwszej prośbie modli się kapłan ponownie o ów pokój, którego przyobiecał Pan Jezus dać Kościołowi swojemu: „Racz go według woli twojej obdarzyć pokojem i zjednoczyć”. W dalszej modlitwie prosi o spełnienie woli Bożej, wyrażonej w przykazaniach Boskich: „Abym zawsze spełniał przykazania twoje, a nie pozwól mi nigdy odłączyć się od ciebie”. W ostatniej modlitwie kapłan, jakby przejęty trwogą, przypomina sobie słowa św. Pawła o Komunii św. niegodnie przyjętej: „Ktobykolwiek jadł ten chleb albo pił kielich Pański niegodnie, będzie winien Ciała i Krwi Pańskiej... Kto je i pije niegodnie, sąd sobie je i pije” (1 Kor 11, 27-29). Lęk go ogarnia i dlatego pokornie błaga: „Ciało twe, Panie Jezu Chryste, które ja niegodny przyjąć się odważam, niech mi nie wyjdzie na sąd i potępienie, lecz niech mi będzie na obronę i lekarstwo”.

Po tych słowach celebrans przyklęka, bierze Hostię św. do ręki mówiąc: „Chleb niebieski do rąk wezmę i Imienia Pańskiego wzywać będę”; uderza się w piersi i z pokorą powtarza trzykroć słowa setnika ewangelicznego: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł do przybytku mego, ale rzeknij tylko słowem, a będzie zbawiona dusza moja”, po czym dodaje: „Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa niechaj strzeże duszy mojej do żywota wiecznego. Amen.”

Po przyjęciu Ciała Pańskiego, kapłan trwa przez chwilę w cichej adoracji, jego ręce złożone na piersi, głowa schylona, usta milczą, a serce wypowiada najgłębszą wdzięczność swojemu Stwórcy, witając go i hołd mu składając. „Cóż oddam Panu za wszystko, co mi uczynił?”, powtarza wreszcie kapłan za psalmistą Dawidem. „Cóż oddam Panu?”: tak pytał się św. Hieronim, kiedy klęczał w noc Bożego Narodzenia w grocie betlejemskiej, rozmyślając nad dobrocią Bożą. „Oddam ci całą moją wiedzę i mądrość” – „Jam jest mądrością wieczną”, słyszy w odpowiedzi. „Dam ci wszystkie moje skarby i pieniądze” – „Moje jest niebo i ziemia”, mówi Bóg. „Cóż ci więc oddam za wszystko, co mi uczyniłaś?”. „Daj mi serce twoje, miłości twej żądam – to dla mnie najmilsza zapłata, najlepszy dowód wdzięczności”.

Zanim kapłan wypije kielich zbawienia, skrupulatnie zbiera okruszyny Hostii św. Jak nas uczy wiara, i w najdrobniejszej części Hostii jest Pan Jezus ukryty, żywy, z bóstwem i człowieczeństwem, ze swym Ciałem i Krwią. Stąd z wielką dokładnością kapłan zbiera okruchy do kielicha, by spożyć je razem z Krwią Najśw.

Po Komunii św. celebransa na znak dzwonka lud wierny garnie się do Stołu Pańskiego, by z rąk kapłańskich otrzymać Ciało Pańskie. Pobożny lud, posilony Chlebem anielskim odchodzi od Stołu Pańskiego, kapłan wraca do ołtarza, by ukończyć modlitwy Mszy św.

Kiedy Pan Jezus zabrał na górę Tabor swoich trzech ulubieńców, Piotra, Jakóba i Jana, przemienił się przed nimi, jak mówi nam Ewangelia św. Oblicze jego rozjaśniało jak słońce, a jego szaty stały się białe jako śnieg. Piotr, zachwycany blaskiem i wielkością swego Mistrza, woła z radością i zwykłym swoim zapałem: „Panie, dobrze jest nam tu być, uczyńmy tu trzy przybytki, tobie jeden, Mojżeszowi jeden, a Eliaszowi jeden” (Mt 17, 4).

„Panie, dobrze jest nam tu być”, podobnie odzywa się dusza nasza po Komunii św., przejęta dobrocią Pana swego i do ust cisną się słowa Psalmisty: „O jedno proszę ja Pana, i tego pragnę: abym przebywał w domu Pańskim po wszystkie dni życia mego” (Ps 11, 26). Chciałoby się trwać w wieczystej adoracji u stóp ukochanego Mistrza. Lecz życie ziemskie woła do pracy i obowiązków. By nam ułatwić pożegnanie się z Jezusem a powrót do swoich zajęć, kapłan przy końcu Mszy św. jeszcze raz pozdrawia: „Dominus vobiscum”, a po krótkich modlitwach po Komunii św. odzywa się do nas: „Ite missa est – Idźcie, Msza św. skończona”. Idźcie, wracajcie do waszych domów, niech wam towarzyszy błogosławieństwo Boga Wszechmogącego, Ojca, Syna i Ducha Św. Amen.

Po odmówieniu ostatniej Ewangelii św., przy której żegna się w ten sam sposób, jak przy pierwszej Ewangelii, bierze kielich, przyklęka przed ołtarzem i wraca do zakrystii na dziękczynne modlitwy po Mszy św.

Krótka jeszcze uwaga o dziękczynieniu po Mszy wzgl. Komunii św.

Mistrzowie życia duchowego zalecają, by przez kwadrans trwać na dziękczynieniu po Komunii św. ze względu na obecność Zbawiciela pod postaciami sakramentalnymi. Wprawdzie Bóg mieszka w duszy sprawiedliwego przez łaskę uświęcającą – i tylko grzech śmiertelny wydala go z jego duszy, jednakże pod postaciami sakramentalnymi chleba i wina Pan Jezus według nauki św. wiary pozostaje dopóty, dopóki trwają postacie. Pamiętajmy o tej obecności sakramentalnej naszego Pana, a nietrudno będzie nam trwać przez kwadrans w dziękczynnej adoracji u stóp swego Boga. Św. Filip Neriusz pewnego razu ujrzał człowieka w kościele, który tuż po przyjęciu Komunii św. wyszedł z kościoła. Oburzony tym zlekceważeniem wysłał za nim dwóch ministrantów z zapalonymi świecami. Do najwyższego stopnia zdziwiony wrócił ów człowiek do zakrystii i pyta, cóż to ma znaczyć? Św. Filip spokojnie odpowiada: „Widzisz, kiedy kapłan spieszy do chorego z wiatykiem albo przenosi Najśw. Sakrament od jednego ołtarza do drugiego, wówczas niosą przed nim płonącą świecę, by wierni adorowali swego ukrytego Boga. Przed chwilą i ty przyjąłeś Komunię św., więc posłałem ministrantów z świecami, by ludzie mogli adorować Jezusa, o którym ty wychodząc z kościoła niewdzięcznie zapomniałeś”.

Dobiegamy do końca naszych rozważań o Mszy św.

Tych kilka nauk niech się przyczyni do zwiększenia naszej czci i pobożności dla najświętszej Ofiary Mszy św. Spieszmy na Mszą św. nie tylko w dni przez Kościół św. nakazane, ale i w dni powszednie, pamiętając o tym, co mówi Sobór Trydencki o znaczeniu Mszy św.: „Wierni nie mogą spełnić świętszego i więcej Boskiego uczynku nad ofiarowanie Mszy św.”. Wszystkie nasze posty, umartwienia, jałmużny i inne drobne uczynki nie przeważają na szali jednej Mszy św., pobożnie wysłuchanej, tak twierdzi św. Wawrzyniec Justynian. Jak słońce przewyższa blaskiem planety i więcej przynosi ziemi pożytku, niż wszystkie gwiazdy razem, tak samo nabożne słuchanie Mszy św. przewyższa zacnością i pożytkiem wszystkie nasze uczynki, tak pięknie wyraża się o. Cochem.

Niech i dla nas Msza św. będzie tym słońcem przyświecającym nam na wszystkich drogach naszego życia, niech promienie tego słońca rozjaśnię ją mroki szarych dni naszej codziennej pracy, jego gorący żar niech utrzymuje nasz zapał dla spraw Bożych, naszą miłość dla Odkupiciela, który przez swoją mękę uprzystępnił nam tak przebogate skarby swej dobroci.

Z serdeczną wdzięcznością wołajmy po każdej Mszy św.: „O głębokości bogactw, mądrości i wiadomości Bożej, jako są nieogarnione sądy jego i niedościgłe drogi jego. Z niego i przezeń i w nim jest wszystko: Jemu chwała na wieki. Amen”.

 

Na podstawie: Ks. J. K. w: Nowa bibljoteka kaznodziejska, t. XLIX 1935, s. 134.

 

Wasz duszpasterz, ks. Edmund

ad1
ad2
ad3
ad4
ad5
ad6
ad7
ad8

apologetyka